Aleksander Gabryś
Zbigniew Wegehaupt i Aleksander Gabryś grają na kontrabasach, patrząc ku sobie ponad pulpitami nutowymi.
Aleksander Gabryś i Zbigniew Wegehaupt podczas wspólnego wykonania utworu Witolda Szalonka 1+1+1+1 w Akademii Muzycznej w Katowicach.

Tekst

Zbigniew Wegehaupt — wspomnienie

Osobiste wspomnienie Aleksandra Gabrysia o Zbigniewie Wegehaupcie, wspólnym dziedzictwie profesora Bazylego Matysiaka oraz jedynym publicznym wykonaniu zarejestrowanym w dwóch archiwalnych nagraniach.

Wspomnienie archiwalne

Witold Szalonek 1+1+1+1 — Aleksander Gabryś / Zbigniew Wegehaupt (część I)

Archiwalne nagranie dokumentujące jedyne publiczne wykonanie Aleksandra Gabrysia i Zbigniewa Wegehaupta. Część I.

YouTube ↗

Witold Szalonek 1+1+1+1 — Aleksander Gabryś / Zbigniew Wegehaupt (część II)

Archiwalne nagranie dokumentujące jedyne publiczne wykonanie Aleksandra Gabrysia i Zbigniewa Wegehaupta. Część II.

YouTube ↗

Polski tekst źródłowy zachowany jako autorytatywna wersja archiwalna.

Niektóre spotkania pozostają z człowiekiem na zawsze, choć w rzeczywistości trwały zaledwie kilka lat.

Kiedy grał, miałem wrażenie, że zrasta się z kontrabasem.

Dzisiaj, kiedy wracam do tamtych nagrań, słyszę oczywiście muzykę. Ale jeszcze bardziej słyszę człowieka.

Zbigniew Wegehaupt — wspomnienie

Niektóre spotkania pozostają z człowiekiem na zawsze, choć w rzeczywistości trwały zaledwie kilka lat. Tak było dla mnie ze Zbigniewem Wegehauptem.

Poznaliśmy się podczas Międzynarodowego Festiwalu Kontrabasowego w Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Bardzo szybko odkryliśmy, że mimo różnicy wieku łączy nas coś znacznie ważniejszego niż pokolenie — obaj stawialiśmy pierwsze, najważniejsze kroki na kontrabasie pod okiem tego samego Mistrza, profesora Bazylego Matysiaka.

Profesor nie żył już w chwili naszego spotkania, ale jego obecność była w naszych rozmowach niemal namacalna. Pierwszy wieczór zamienił się w całą noc wspomnień, muzyki, planów i rozmów, które później wielokrotnie wracały podczas naszych długich nocnych spotkań na Skype. Zbyszek był nocnym markiem. Potrafiliśmy rozmawiać godzinami.

Do dziś pod moim biurkiem leży paczka jego wyjątkowo mocnego fajkowego tytoniu. Przez lata jej nie wyrzuciłem. Stała się czymś więcej niż pozostawionym przedmiotem — jest cichym przypomnieniem tamtych rozmów.

Kiedy spotykaliśmy się w Katowicach lub Warszawie, niemal zawsze wracaliśmy do „Karłowicza”. Szczególnie do sali 418 — dawnej klasy kontrabasu profesora Matysiaka. Czasem przenosiliśmy się do auli, gdzie improwizowaliśmy na dwa kontrabasy, nie wyznaczając sobie żadnych stylistycznych granic. Rozmawialiśmy o Xenakisie, Scelsim, Witoldzie Szalonku i o wszystkim, co mogło poszerzać świat naszego instrumentu.

Zbyszek fascynował mnie nie tylko jako kontrabasista, ale przede wszystkim jako człowiek.

Miał niski, lekko chropowaty głos. Mówił niewiele, ale każde zdanie było przemyślane. Nigdy nie sprawiał wrażenia człowieka, który mówi tylko po to, żeby coś powiedzieć. Często zaskakiwało mnie, że o swojej ogromnej wiedzy mówił z charakterystyczną skromnością, określając ją jedynie jako „podstawową”. Dziś myślę, że właśnie ta pokora pozwalała mu nieustannie się rozwijać. Każde nowe spotkanie z muzyką podejmował z ciekawością ucznia, choć dla wielu był już prawdziwym Mistrzem.

Śmiał się ciepło i serdecznie. Czasem jednocześnie śmiejąc się i krztusząc dymem z fajki. Było w tym coś bardzo charakterystycznego — trudno dziś o tym pomyśleć bez uśmiechu.

Kiedy grał, miałem wrażenie, że zrasta się z kontrabasem. Nie tyle trzymał instrument, ile wtulał się w niego i stapiał z nim w jeden organizm. Jego ciało poruszało się we wspólnym rytmie z dźwiękiem. Grał podobnie jak mówił — spokojnie, świadomie i z przekonaniem. Odnosiłem wrażenie, że zanim zabrzmiał kolejny dźwięk, był już przez niego wewnętrznie przemyślany i zaakceptowany.

Zbigniew Wegehaupt gra na kontrabasie, a Aleksander Gabryś gestem zwraca się ku niemu podczas wykonania.
Podczas wspólnego wykonania 1+1+1+1 w Akademii Muzycznej w Katowicach.

Często powtarzał, że dla basisty najważniejsze jest rozumienie harmonii. Nie mówił tego jak nauczyciel wygłaszający teorię, lecz jak człowiek, który sam tę zasadę przeżywał każdego dnia.

Bywał sceptyczny wobec muzycznych nowości, ale nigdy nie zamykał się na nie. Wręcz przeciwnie — słuchał ich z ogromną uwagą. Najbardziej niezwykłe dźwięki przyjmował z dziecięcym zdumieniem, jakby słyszał je po raz pierwszy. Im bardziej zaskakiwała go muzyka, tym większe było jego skupienie.

Był człowiekiem głęboko wierzącym. Jednocześnie z ogromną ciekawością ludzi przemierzał nocne kluby, małe lokale i miejsca, w których najważniejsze były rozmowy. Nigdy nie odbierałem tego jako sprzeczności. Przeciwnie — wydawało mi się, że wynikało to z tej samej otwartości na świat i na drugiego człowieka.

Szczególnie wzruszało mnie to, z jaką wdzięcznością wspominał moich Rodziców. Wielokrotnie wracał do historii egzaminu, który wiele lat wcześniej zaliczył u mojego Taty. Opowiadał o tym z autentycznym wzruszeniem. Takim właśnie był — lojalnym wobec ludzi i wiernym pamięci o tych, którzy odegrali ważną rolę w jego życiu.

Publicznie zagraliśmy razem tylko raz.

Podczas jubileuszu 65-lecia Państwowej Szkoły Muzycznej im. Mieczysława Karłowicza w Katowicach wykonaliśmy utwór Witolda Szalonka 1+1+1+1 w sali koncertowej Akademii Muzycznej. Zachowało się nagranie tego koncertu w dwóch częściach. Dziś ma ono dla mnie wartość znacznie większą niż zwykły zapis występu.

Zbigniew Wegehaupt i Aleksander Gabryś stoją razem z kwiatami po koncercie.
Po wspólnym koncercie w Akademii Muzycznej w Katowicach.

Dwa dni później Zbyszek przeszedł zawał serca i został zoperowany w Śląskim Centrum Chorób Serca w Ochojcu. W tamtej chwili nikt z nas nie przypuszczał, jak kruche potrafią być nasze plany.

Rozmawialiśmy jeszcze o dalszej współpracy. Marzyliśmy o rozwijaniu naszych improwizacji, o wspólnych nagraniach i projekcie na dwa kontrabasy. Tych planów nie udało się już zrealizować.

Dzisiaj, kiedy wracam do tamtych nagrań, słyszę oczywiście muzykę. Ale jeszcze bardziej słyszę człowieka.

Człowieka niezwykle skromnego, uważnego i dobrego. Muzyka była dla niego czymś znacznie więcej niż zawodem. Była sposobem słuchania świata i ludzi.

Takiego Zbyszka zachowałem w pamięci.